Advertisement
Start arrow Praca i życie arrow Felieton o Albanii cz. VI - Skwer Szopena
Felieton o Albanii cz. VI - Skwer Szopena
Spis treści
Felieton o Albanii cz. VI - Skwer Szopena
Strona 2
Wieczorem idziemy na Sheshi Frederik Shopen, czyli skwer Szopena. Stoi na nim od 2003 r. popiersie kompozytora, dar Polski dla albańskiego Towarzystwa Szopenowskiego. Dla uczczenia 200. rocznicy urodzin Fryderyka skwer oficjalnie nazwano jego imieniem. – Chcemy tu, pod pomnikiem, organizować koncerty szopenowskie – mówi Malaj. – Będą grali nasi muzycy, w maju mają przyjechać pianiści z innych krajów.

Mimo zmierzchu ulica wciąż żyje. Młodociani sprzedawcy nagabują przechodzących, próbując im wcisnąć towar – długopisy z godłem kraju, zestaw plastrów na odciski, zapalniczki i zapałki, losy państwowej loterii. Nie są nachalni, uśmiechają się, próbują zagadać. Albański jest językiem hermetycznym, trudnym i bardzo starym (ciekawe, kto od kogo pożyczał – buty to çizme, ciżmy, pożar – zjarr, żar). Wśród starszych dominuje włoski jako język obcy, można znaleźć mówiących po rosyjsku. Młodzi – turystycznie, czyli po angielsku. Elementary, dear Watson…
Image
W ulicznych kioskach oferujących różne ciepłe przekąski – borek, czyli pierogi z francuskiego ciasta nadziewane warzywami, są naprawdę pyszne, podobnie jak grillowane sery – wystarczy pokazać palcem. Sprzedawca z garści bilonu odliczy należną sumę. Uśmiechnie się szeroko, gdy usłyszy „faleminderit” (dziękuję), ale litościwie nie będzie próbował sprawdzać dalej naszej znajomości języka.

– To może strzemiennego? – zaproponował ktoś z grupy, gdy zaczęliśmy się rozchodzić. Gdzie? W Folie Terrace, w odbudowanym pałacu średniowiecznego rodu Toptanów, do których jeszcze przed wojną należały grunty w całej Tiranie. Dziś to kilka pubów i restauracji, kino, klub oraz restauracja w ogrodzie. Gdy jest ładna pogoda, szef Florian Cara upycha tu ponad tysiąc osób. Teraz było pusto i cicho, kilka par udawało, że przy ogrodowych stolikach siedzieć można nawet w padającym deszczu. Jedną ze ścieżek zamyka kuta metalowa brama, żwirowany podjazd prowadzi do ładnego niedużego pałacyku. – To dom szefa Folie? – pytam Zissiego. – Nie, tu mieszka król.