Advertisement
Start arrow Praca i życie arrow Felieton o Albanii cz. II - Ekrem Bardha
Felieton o Albanii cz. II - Ekrem Bardha
Image Ekrem Bardha, który jest właścicielem jednej z najlepszych prywatnych winnic w Albanii (Kantina Bardha w dolinie Marikaj, 35 km na południe od Tirany), dorobił się w Ameryce, dokąd jego rodzina uciekła w 1950 roku. Wrócił pół wieku później, wykupił łagodne zbocza, na których równie dobrze rosną winne krzewy i drzewka oliwkowe. Przed niskim, wkomponowanym w otoczenie budynkiem biurowym posadził grubą oliwkę, która ma ponoć tysiąc lat z okładem. Rozpadła się na dwie części, trzeba je było wzmocnić cementem, ale z pozornie martwego pnia wciąż strzelają w górę sztywne listki w kolorze… oliwkowozielonym, inny być nie może.

Sommelier przyznaje, że produkcja nie jest duża, raptem 10 tys. butelek. Produkcja krajowa to 2 mln butelek – oficjalnie, Albańczycy nie prowadzą bowiem zbyt ścisłej kontroli, zaś rakiję pędzi się chyba w każdym gospodarstwie. Zaprezentowano nam trzy gatunki wina – czerwone cabernet i mavrud oraz białe sheshi. Od zawsze piję czerwone wino, ale tym razem wybieram białe – sheshi jest łagodne choć zdecydowane, ma posmak owoców i taką akurat zawartość alkoholu, by móc się nim długo delektować. Etykietę zdobi dwugłowy orzeł, godło kraju. Albańczycy umieszczają go wszędzie bez oporów, przypominają w tym Anglików, którzy multikolorowym Union Jackiem gotowi są zdobić zarówno ogony samolotów, jak kubki do herbaty i bawełnianie t-shirty.

Grzegorz Sowula © 2010