Advertisement
Start arrow Praca i życie arrow Felieton o Albanii cz. III - w Tiranie
Felieton o Albanii cz. III - w Tiranie
Image W Tiranie, stolicy kraju, czerwona flaga z czarnym ptakiem o dwóch głowach obecna jest wszędzie, nie zauważyłem jej tylko w meczecie. Państwowe godło zdobi zarówno stragany sprzedawców na targu, jak i jedwabne t-shirty panienek spieszących na zabawę w jednym z wielu tirańskich nocnych klubów. To niezbyt precyzyjne określenie, przyznaję – nocne kluby są, a jakże, podobnie jak i kasyna (choćby w największych hotelach), ale młodzi ludzie i turyści bawią się w otwartych nieraz do ostatniego gościa licznych „klubach z wyszynkiem”, jak można by je nazwać. Najwięcej – i najciekawszych – można ich znaleźć w Blokku, niedostępnej przez lata dzielnicy dyplomatów i partyjnych bonzów, pilnowanej na każdym rogu przez milicję. Mieszkał tu Hoxha (jego willa, rozbudowany jednopiętrowy klocek, nie wytrzymuje porównania z domami bogatszych Polaków), dziś znajduje się tu oficjalna rezydencja premiera (prywatnie mieszka w bloku nieopodal uniwersytetu), nadal połączona z domem Hoxhy podziemnym pasażem. A wokół – butiki, salony urody, restauracje, kawiarnie, kluby, butiki, salony… Parkują przed nimi samochody, jakich nie spotkałem w innych europejskich stolicach. Ktoś przedsiębiorczy powinien zorganizować wycieczkę dla naszych karków, by zobaczyli, co to naprawdę są wypasione bryki. W klubach gra nieprawdopodobna muzyka – zjeżdżają się wykonawcy z różnych krajów i różnych gatunków, didżeje wyczyniają cuda. Jest wszystko, etno, world, jass, pop, funk, rap, hip-hop, reggae, nawet jakiś zapiewajło do kotleta się trafi. Słyszałem przed laty na żywo Marleya i Tosha, grali muzykę niezwykłą, zaangażowaną, ostrą – ale w Tiranie wysłuchałem wschodniego reggae z nutką romantycznej skargi. Nie-sa-mo-wi-te, man…

Piliśmy w tym klubie tanie (bo ceny są niskie) piwa z całego świata, były także cocktaile, jakieś drinki, alkohole niemieszane. Albania jest krajem muzułmańskim, w stolicy nikt jednak nie zwraca na to uwagi. Alkohol można kupić w każdym sklepie, restauracji, kafejce. Na targu w plastikowych butelkach po wodzie mineralnej sprzedawana jest lokalnie pędzona rakija i jakieś tajemnicze „kabernety” z gwarancją sponiewierania konsumenta. Nie widać jednak na ulicy pijanych, nawet z zamykanych nad ranem przybytków wszyscy wychodzą o własnych siłach. No, ale też tańczy się w nich ile mocy w nogach. A potem wsiada do wypasionych bryk…

Grzegorz Sowula © 2010