Advertisement
Start arrow Praca i życie arrow Felieton o Albanii cz. IV - islamska przeszłość
Felieton o Albanii cz. IV - islamska przeszłość
Spis treści
Felieton o Albanii cz. IV - islamska przeszłość
Strona 2
Islamska przeszłość ujawnia się właśnie na ulicy. Nie zdradzają tego kobiety – więcej owiniętych chustami muzułmanek spotykam co dzień w warszawskim metrze niż na tirańskich deptakach. To mężczyźni dają świadectwo przeszłości. Ich grupki wystają na rogach ulic, przed kafejkami, przy wejściu do wąskich uliczek z tysiącem handlowych kramów. Czasem rozmawiają, najczęściej patrzą w milczeniu. Dłonie owija im tespih, muzułmański różaniec o 33 paciorkach pomagający przywołać 99 imion proroka. Paciorki przesuwają się błyskawicznie, mężczyźni spoglądają zdecydowanie. Niektórzy kucają przy krawężnikach, gotowi do rozpoczęcia rozmowy. W podcieniach kafejki przy ulicy – przy każdej ulicy, nie ma sensu wymieniać ich nazw – starsi panowie grają w szachy i domino, otoczeni zaangażowanymi kibicami. Tu już nikt nie pamięta o różańcu, przesuwają się jedynie figury i kostki na stole.

Image W pochodzącym z końca XVIII wieku centralnym meczecie Tirany, sąsiadującym z nieco zapuszczonym gmachem opery, w której właśnie prezentowano „Traviatę”, zwiedzających przyjmuje młody człowiek w uniformie. Trudno ustrzec się wrażeniu, że każdy „funkcyjny” ma jakiś mundur – na albańskich ulicach i drogach pełno milicjantów, wojskowych, pracowników prewencji, członków prywatnych straży, służb porządkowych, przeróżnych ochroniarzy o pogardliwej aparycji. Nawet hotelowi odźwierni wydają się nosić jednakie uniformy w dziwnie śliwkowym odcieniu. Woźny w meczecie jest uśmiechnięty i gościnny, przypomina o zdjęciu butów, ale nie jest służbistą – gdy znajomy fotograf łakomie spogląda na przeznaczony dla kobiet balkon, skąd chciałby robić zdjęcia, Albańczyk zaprasza go szerokim gestem.